Między mną a partnerem ochłodzenie klimatu. Nie wiem nawet czy za nim tęsknię.. wszystko staje się rutyną.. jestem przyzwyczajona do Niego.. związana z Jego rodziną.. ale czy to miłość? Dodatkowo wkurwia mnie to, że nie potrafi stanąć w mojej obronie.
Za to W. non stop pojawia się w moich myślach.. znowu kilka dni z rzędu rozmawialiśmy po parę godzin.. ale nie daje mi zielonego światła.. Gdy o Nim myślę to w sercu robi mi się gorąco.. nie wiem jak to opisać, nigdy tak nie miałam... rozpala mnie do granic możliwości aż mi duszno.. Pragnę Go.
Ostatnio spędziłam z mamą kilka dni. Nie pokłóciłyśmy się.. najmilsze dni od dawna. Kocham Ją. Mimo wszystko.. wiem, że chce dla mnie dobrze.. ale obie musimy się postarać..
środa, 15 sierpnia 2012
środa, 1 sierpnia 2012
rozterki
Wczoraj znowu kilka godzin rozmawiałam z W.
Cały czas się gadka kleiła, ale On nie daje mi znaków, że chciałby coś więcej..
a ja naprawdę nie zrobię pierwszego kroku, bo nie chcę wyjść na idiotke
No może gdybym była wolna
to bym próbowała.. a tak?
jak mi da kosza, to zostanę ze swoim partnerem
a jak nie da, to rzucę partnera
to nie fair..
to głupie
Poza tym najbardziej w nim pociąga mnie jego wygląd
może gdybym sie z nim przespala to czar by prysł?!
Poza tym nie zaprzepaściłabym dla wygladu zwiazku z partnerem, który mnie bardzo kocha.. i ja mimo rozterek tez go kocham.. tylko czym tak naprawde jest milosc? skoro czasem marze o innym?
ostatnio zle sie dzieje w moim zyciu
za duzo imprezuje
za duzo pije
za malo dbam o siebie
poza tym stracilam dwie 'kolezanki'
w zasadzie na zadnej mi nie zalezalo
i tylko udawalysmy kolezenstwo..
ale wolalam je miec w swoich szeregach niz w obozie wroga.
poza tym ja zawsze wszystkim sie za bardzo przejmuje
i nie lubie tego ssacego uczucia w zoladku..
dobrze, ze chociaz z mama lepiej.. jakos tak samo sie ulozylo.. sielanka trwa, ale na jak dlugo?
piątek, 27 lipca 2012
wymarzony, wyśniony
Śnił mi się dzisiaj mój były współlokator (W.)
Sen był bardzo realny..
Spełniły się w nim moje marzenia..
W. od zawsze pociągał mnie fizycznie
2m, dobrze zbudowany, przystojny, inteligentny, kawaler, 5 lat starszy
gdy razem zamieszkaliśmy.. trochę mnie onieśmielał, nie wiedziałam czy ma dziewczynę czy nie, bałam się zapytać.. ale od razu zaczęłam snuć marzenia jak by to było się z nim przespać
w zasadzie pragnęłam tylko seksu..
gdy widziałam go spoconego po ćwiczeniach, które wykonywał w pokoju.. idącego w samych slipkach pod prysznic, myślałam, że umrę..
od razu robiło mi się mokro..
myślałam tylko o jednym.. jak by tu się wślizgnąć do niego do łazienki
oczywiście na moich wyobrażeniach się skończyło ;/
z biegiem czasu zaczęliśmy ze sobą coraz więcej rozmawiać, kilka wspólnych imprez ale zawsze dystans
była jedna impreza, na której z nim chwilkę tańczyłam.. potem kilka dni myślałam o jego dotyku.. ale nic to miedzy nami nie zmienilo
a potem pojawił się mój obecny partner.. zaczął coraz więcej bywać w naszym mieszkaniu, nocować u mnie
z romansu nici..
nadal rozmawialiśmy.. potem kontakt się urwał, po kilku miesiącach wyprowadziłam się do partnera..
po kolejnych miesiącach zaczęłam z W. rozmawiać na fb.. po kilka h dziennie..
wspomnienia i marzenia odżyły..
czasem, gdy kocham się z partnerem myślę o W.. jakby to było, gdyby to on mnie teraz penetrował.. wtedy aż przechodzą dreszcze...
po roku spotkaliśmy z W. na pewnej domówce.. ale nie zaiskrzyło, chyba nawet na mnie nie patrzył.. rozmawialiśmy chwilkę..
potem kilka oschłych rozmów na fb.. nic konkretnego..
a potem wesele wspólnych znajomych, na które poszłam z partnerem.. wtedy widziałam, że mnie obserwuje.. że dostaje wypieków.. wyczaił moment, gdy zostałam sama przy stoliku.. podszedł.. napił się ze mną i rozmawialiśmy.. długo.. gdy pojawił się partner.. powiedział, że wróci żeby ze mną zatańczyć...
impreza dobiegała końca i myślałam, że już nici ze wspólnego tańca.. az w koncu poczułam jego ręce na swoich ramionach.. zaprosil do tanca... było cudownie, on jest cudowny..
na poprawinach też szukał mnie wzrokiem, a ja jego..
i koniec historii..
moglibysmy byc razem, chyba nawet bym tego chciala, ale on jest zbyt niesmialy, poza tym wie, ze jestem zajeta... a ja nie wykonam pierwszego kroku..
dziś mi się snilo, ze napisał do mnie list z tym co czuje.. że mu się podobam, ze chcialby być ze mną.. ale gdy sie obudziłam czar prysł.. :(
Sen był bardzo realny..
Spełniły się w nim moje marzenia..
W. od zawsze pociągał mnie fizycznie
2m, dobrze zbudowany, przystojny, inteligentny, kawaler, 5 lat starszy
gdy razem zamieszkaliśmy.. trochę mnie onieśmielał, nie wiedziałam czy ma dziewczynę czy nie, bałam się zapytać.. ale od razu zaczęłam snuć marzenia jak by to było się z nim przespać
w zasadzie pragnęłam tylko seksu..
gdy widziałam go spoconego po ćwiczeniach, które wykonywał w pokoju.. idącego w samych slipkach pod prysznic, myślałam, że umrę..
od razu robiło mi się mokro..
myślałam tylko o jednym.. jak by tu się wślizgnąć do niego do łazienki
oczywiście na moich wyobrażeniach się skończyło ;/
z biegiem czasu zaczęliśmy ze sobą coraz więcej rozmawiać, kilka wspólnych imprez ale zawsze dystans
była jedna impreza, na której z nim chwilkę tańczyłam.. potem kilka dni myślałam o jego dotyku.. ale nic to miedzy nami nie zmienilo
a potem pojawił się mój obecny partner.. zaczął coraz więcej bywać w naszym mieszkaniu, nocować u mnie
z romansu nici..
nadal rozmawialiśmy.. potem kontakt się urwał, po kilku miesiącach wyprowadziłam się do partnera..
po kolejnych miesiącach zaczęłam z W. rozmawiać na fb.. po kilka h dziennie..
wspomnienia i marzenia odżyły..
czasem, gdy kocham się z partnerem myślę o W.. jakby to było, gdyby to on mnie teraz penetrował.. wtedy aż przechodzą dreszcze...
po roku spotkaliśmy z W. na pewnej domówce.. ale nie zaiskrzyło, chyba nawet na mnie nie patrzył.. rozmawialiśmy chwilkę..
potem kilka oschłych rozmów na fb.. nic konkretnego..
a potem wesele wspólnych znajomych, na które poszłam z partnerem.. wtedy widziałam, że mnie obserwuje.. że dostaje wypieków.. wyczaił moment, gdy zostałam sama przy stoliku.. podszedł.. napił się ze mną i rozmawialiśmy.. długo.. gdy pojawił się partner.. powiedział, że wróci żeby ze mną zatańczyć...
impreza dobiegała końca i myślałam, że już nici ze wspólnego tańca.. az w koncu poczułam jego ręce na swoich ramionach.. zaprosil do tanca... było cudownie, on jest cudowny..
na poprawinach też szukał mnie wzrokiem, a ja jego..
i koniec historii..
moglibysmy byc razem, chyba nawet bym tego chciala, ale on jest zbyt niesmialy, poza tym wie, ze jestem zajeta... a ja nie wykonam pierwszego kroku..
dziś mi się snilo, ze napisał do mnie list z tym co czuje.. że mu się podobam, ze chcialby być ze mną.. ale gdy sie obudziłam czar prysł.. :(
czwartek, 26 lipca 2012
Kolejna porcja ostrych słów
Kolejne starcie z mamą. Krzyk, płacz, wiele niemiłych słów.
Wstyd, że On (mój partner) jest tego świadkiem.
Nie widziałyśmy się dwa miesiące.. nie mogłyśmy doczekać się spotkania.. było dużo
telefonów, smsów kiedy wreszcie przyjedziemy.. była tęsknota
Oczywiście na miejscu czas prysł.. pierwsze kilka godzin było znośnych
potem rozpętało się piekło
zaczęło się od krzywych komentarzy odnośnie naszego wesela
czemu takie duże? przecież chcieliśmy przyjęcie
czemu tak szybko? dopiero co skończyliśmy remont, nie mamy pieniędzy na co my, że
nie potrzebujemy.. że sami uzbieramy, że nie oczekujemy pomocy
czemu już za rok? przecież jestem jeszcze taka młoda
czy to na pewno ten jedyny? ktoś powiedział, że Wasze małżeństwo skończy się tak
szybko jak szybko decyzję o nim podjęliście
potem na osobności... że w ogóle do siebie nie pasujemy, że stać mnie na kogoś
lepszego, bardziej inteligentnego, bardziej wychowanego, bogatego etc.
wyrzygiwanie.. wyciąganie samych wad
serce mi się krajało, gdy wysłuchiwałam tych bzdur o facecie, którego kocham najmocniej na świecie i który jest dla mnie wszystkim
no i poooooszło...
wyciągnęłam najgorsze brudy
przy Nim
nie mogłam się powstrzymać
gniew, wściekłość, złość całkowicie mną opętały
wykrzyczałam wszystko co we mnie siedziało
bezskutecznie
zostałam kolejny raz czarną owcą rodziny
niewdzięczną, wyrodną córką, która nie potrafi docenić starań mamy, która na nasz przyjazd przygotowywała się cały tydzień i gotowała i sprzątała
bo moja mama uważa, że jeżeli ugotuje i wypierze i posprząta to jest już najlepszą mamą na świecie
ale co mi po tym? wolałabym żeby nic przy mnie nie robiła (a robi stosunkowo rzadko odkąd się wyprowadziłam - 4 lata miną w sierpniu) i żeby była normalna
żebym mogła z nią porozmawiać jak z przyjaciółką
bez plotkowania o innych
bez zazdrości, że ktoś jest bogaty i taki wykształcony i piękny i w ogóle.. bo
każdy temat zbacza na innych
bez robienia wszystkiego na pokaz
a wiecie co jest najlepsze??
że moja mama jest tak strasznie zapracowana
nie ma na nic po prostu czasu.. :D:D:D
od ponad roku nie pracuje (z racji bycia nauczycielką wzięła rok wolnego, za który normalnie płacą - warto dodać, że nie przyznała mi się od razu, ze wziela ten urlop..klamala w zywe oczy, ze byla w pracy.. co dzieci mowily etc.. dopiero po miesiacu odkrylam ze sciemnia... nikomu z rodziny, ze znajomych nie pozwolila powiedziec, ze ma wolne.. wszystkich oklamywala) a wcześniej była na zwolnieniu kilka miesięcy, bo złamała nogę..
tak więc ile to już? jakieś 1,5 roku nie pracuje
i najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że uważa, że nie ma na NIC czasu..
pytam się co robi??!! a no sprząta i gotuje i zakupy robi
to ja na to.. co mają powiedzieć osoby, które pracują normalnie po 8h i potem też
muszą się zająć domem i dziećmi małymi i często mają też drugi etat
ona na to, że ja nic nie rozumiem
że nie wiem jak to jest zajmować się domem etc...
krew mnie wtedy zalewa
patrząc na rodziców partnera.. oni od 30 lat pracują od rana do nocy.. uzupełniają się w 100 %, on zajmuje się gotowaniem i ogrodem, ona sprząta i ogarnia rachunki,
obydwoje pracują i zwracają się do siebie z szacunkiem
a u mnie w domu nie ma czegoś takiego
jest wzajemnne wyrzygiwanie sobie
jaki to mama ma cięzki los z tata, ze malo zarabia, ze nie moze sobie kupic tego i tamtego a inni to maja.. ze tata malo gada
ok moze tata jest malomowny, ale jezeli juz mowi to konkretnie i rzeczowo i na
temat i zawsze jest z nim o czym porozmawiac.. lepsze to niz klepanie dziobem jak mama
rodzice partnera dzieki swojej pracy duzo osiagneli w zyciu.. maja 3 pietrowy dom,
3 samochody, kupili jednemu i drugiemu synowi mieszkanie..
a moi???
moi kiszą się w 50metrach kwadratowych, kilkuletni samochod i maja dzialeczke, na ktorej nikt nie chce robic, bo nie umie albo sie nie chce
mama od wrzesnia idzie do pracy.. to znowu bedzie 18h tygodniowo, wolne świeta, ferie, wakacje.. ja rozumiem, że czasem musi się przygotować do lekcji.. chociaż robi to od ponad dwudziestu lat, więc chyba nie poświęca już na to tyle czasu ile młody, niedoświadczony nauczyciel.. no i czasem jest jakaś wywiadówka czy wywiad rodzinny co zajmuje trochę czasu.. ale to nie jest 40h tygodniowo ile ma przecietny człowiek.. a niektórzy mają jeszcze więcej i potrafią pogodzić wszystko
tak więc oprócz ulubionych czynnosci mojej mamy czyli sprzatania, gotowania, prasowania, prania, chodzenia do swojej siostry na ploteczki, chodzenia na zakupy, ogladania seriali, mama nie ma zadnych zainteresowan.. czasem przejrzy jakas fantastyczna gazete typu przyjaciolka czy rewia
i o czym tu z nią rozmawiać???!!!
bo mnie nie obchodzi, o której sasiad wychodzi do pracy i gdzie pojechał na wakacje...
to wszystko mnie tak bulwersuje.. tak denerwuje.. tak wkurwia, że szok
gdy probuje tlumaczyc na spokojnie co o tym wszystkim mysle, nie pomaga
gdy krzycze, jest jeszcze gorzej
jak do niej dotrzec?
jestem bezsilna
poniedziałek, 23 lipca 2012
krótka historia
Kocham swoją mamę.
Ale Jej nie lubię, czasem nie szanuję.. Tak wiele rzeczy mnie w Niej denerwuje.. Często się kłócimy.. często pada o wiele słów za dużo..
Niby potrafimy sobie przebaczyć.. ale co z tego, jak blizny zostają..
Za każdym razem, gdy widzę jej szelmostwa, jej kłamstwa, jej obłudę i...
[Serce mnie boli, gdy to piszę..]
..brak rozumienia mnie.. mam ochotę ją uderzyć.. potrząsać jej ciałem, aż wreszcie dotrze do Niej to, co mówię i myślę.
Najbardziej przeraża mnie to, że staję się do Niej podobna..
zaczynam być pedantką, zaczyna denerwować mnie bałagan, potrafię wypytywać kilka razy o tą samą sytuację.. zaczynam tak samo odnosić się do mojego partnera, który nie dziwie się, że ma mnie czasem dosyć...
robię to co ONA!
robię to mimo że w Niej mnie to wkurza..
nie zdaję sobie sprawy z tego, gdy to się dzieje
wkurza mnie, gdy po wszystkim ochłonę.. przemyślę i uświadamiam sobie podobieństwo
Mam dość przejmowania się
bycia panikarą
i robienia rzeczy na pokaz
Chcę odnaleźć jakąś pasję w życiu.. przestać wykonywać tylko główne obowiązki.. dom - uczelnia - nauka - zakupy - dom - uczelnia - nauka.. i tak w kółko.. bo taki mam schemat wyniesiony z domu.. moi rodzice nigdy nic więcej ponad obowiązki nie robili
Nie mam pasji, bo rodzicom zawsze tylko zależało na nauce.. miałam się uczyć wbrew temu co lubiłam robić.. zniszczyli we mnie miłość do siatkówki, do pływania, do modelingu.. bo nauka była najważniejsza..
Teraz też cały czas wmawiają mi, że nie mam imprezować, nie mam mieszkać z facetem.. mam się zająć nauką.. nic innego mam nie robić..
Mam tego dosyć..
Niby mnie aż tak nie ograniczali jak z Nimi mieszkałam, bo zwiedziłam trochę świata.. i wychodziłam na imprezy (zawsze miałam ustaloną godzinę, o której mam wrócić..), mogłam mieć faceta...
ale jednak jak się od Nich wyprowadziłam.. a raczej zerwałam ze smyczy..
krótko mówiąc..
woda sodowa odbiła mi do głowy..
zdradziłam swojego 3letniego partnera.. umawiałam się z wieloma mężczyznami.. na jednej imprezie potrafiłam całować się z pięcioma.. wykorzystywałam swoje powodzenie...
wdawałam się w wiele niebezpiecznych sytuacji..
jak sobie o tym dzisiaj myślę.. całe szczęście, że wyszłam bez szwanku
a moi rodzice?! nie widzieli i nadal nie widzą, że coś złego się ze mną działo.. nie widzieli albo nie chcieli widzieć, że uprawiam seks ze swoim facetem w wieku 16 lat w pokoju obok
nie widzieli, że wracam pijana do domu..
że śmierdzę papierosami
Mają mnie za idealną córeczkę, wzór do naśladowania.. no może gdybym nie była taka nerwowa i gdyby nie było tyle kłótni z mamą
z tatą kłótnie też się zdarzały, ale nie aż takie
Mimo wszystko jestem córeczką tatusia
wiem, że wskoczyłby za mną w ogień i nie da na mnie powiedzieć złego słowa
mama chyba czasem jest o to zazdrosna
oboje wiemy jaka ona jest
wkurza mnie to, że tata nie potrafi zrobić z nią porządku.. że gdy ze mną rozmawia to niby się rozumiemy, obiecuje, że z nią porozmawia i jakoś temu zaradzi
nigdy nie zaradził..
gdy wyniki MMPI wykazały jej chorobę psychiczną myślałam, że tata zareaguje wreszcie tak jak powinien
że zaprowadzi ją na terapię
ale gdzie tam
mama powiedziała, że ściemniała odpowiedzi (takie tłumaczenie pacjenta potwierdza diagnozę), a tata uwierzył
bo czemu miałby wierzyć swojej wtedy 21letniej córce studiującej psychologię? pewnie się znowu poprztykały i chce jej coś wkręcić...
nie potrafiłam się przebić ponad nich, nie potrafiłam przekonać swoimi argumentami
bo przecież co by ludzie pomyśleli, gdyby trzeba było wybrać się w naszym małym 100tysięcznym mieście do psychologa? gdyby coś się wydało.. gdyby rzeczywiście była chora i znajomi.. rodzina by się dowiedzieli?
przecież to wstyd pójść do psychologa
a jednak napawa ich dumą, że ja to studiuję...
o ironio
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)