poniedziałek, 23 lipca 2012

krótka historia


Kocham swoją mamę.
Ale Jej nie lubię, czasem nie szanuję.. Tak wiele rzeczy mnie w Niej denerwuje.. Często się kłócimy.. często pada o wiele słów za dużo..
Niby potrafimy sobie przebaczyć.. ale co z tego, jak blizny zostają.. 
Za każdym razem, gdy widzę jej szelmostwa, jej kłamstwa, jej obłudę i...
[Serce mnie boli, gdy to piszę..]
..brak rozumienia mnie.. mam ochotę ją uderzyć.. potrząsać jej ciałem, aż wreszcie dotrze do Niej to, co mówię i myślę.

Najbardziej przeraża mnie to, że staję się do Niej podobna..
zaczynam być pedantką, zaczyna denerwować mnie bałagan, potrafię wypytywać kilka razy o tą samą sytuację.. zaczynam tak samo odnosić się do mojego partnera, który nie dziwie się, że ma mnie czasem dosyć...
robię to co ONA!
robię to mimo że w Niej mnie to wkurza..
nie zdaję sobie sprawy z tego, gdy to się dzieje
wkurza mnie, gdy po wszystkim ochłonę.. przemyślę i uświadamiam sobie podobieństwo

Mam dość przejmowania się
bycia panikarą
i robienia rzeczy na pokaz

Chcę odnaleźć jakąś pasję w życiu.. przestać wykonywać tylko główne obowiązki.. dom - uczelnia - nauka - zakupy - dom - uczelnia - nauka.. i tak w kółko.. bo taki mam schemat wyniesiony z domu.. moi rodzice nigdy nic więcej ponad obowiązki nie robili

Nie mam pasji, bo rodzicom zawsze tylko zależało na nauce.. miałam się uczyć wbrew temu co lubiłam robić.. zniszczyli we mnie miłość do siatkówki, do pływania, do modelingu.. bo nauka była najważniejsza..

Teraz też cały czas wmawiają mi, że nie mam imprezować, nie mam mieszkać z facetem.. mam się zająć nauką.. nic innego mam nie robić..
Mam tego dosyć..

Niby mnie aż tak nie ograniczali jak z Nimi mieszkałam, bo zwiedziłam trochę świata.. i wychodziłam na imprezy (zawsze miałam ustaloną godzinę, o której mam wrócić..), mogłam mieć faceta...
ale jednak jak się od Nich wyprowadziłam.. a raczej zerwałam ze smyczy..
krótko mówiąc..
woda sodowa odbiła mi do głowy..
zdradziłam swojego 3letniego partnera.. umawiałam się z wieloma mężczyznami.. na jednej imprezie potrafiłam całować się z pięcioma.. wykorzystywałam swoje powodzenie...
wdawałam się w wiele niebezpiecznych sytuacji.. 
jak sobie o tym dzisiaj myślę.. całe szczęście, że wyszłam bez szwanku

a moi rodzice?! nie widzieli i nadal nie widzą, że coś złego się ze mną działo.. nie widzieli albo nie chcieli widzieć, że uprawiam seks ze swoim facetem w wieku 16 lat w pokoju obok
nie widzieli, że wracam pijana do domu..
że śmierdzę papierosami

Mają mnie za idealną córeczkę, wzór do naśladowania.. no może gdybym nie była taka nerwowa i gdyby nie było tyle kłótni z mamą
z tatą kłótnie też się zdarzały, ale nie aż takie

Mimo wszystko jestem córeczką tatusia
wiem, że wskoczyłby za mną w ogień i nie da na mnie powiedzieć złego słowa
mama chyba czasem jest o to zazdrosna
oboje wiemy jaka ona jest
wkurza mnie to, że tata nie potrafi zrobić z nią porządku.. że gdy ze mną rozmawia to niby się rozumiemy, obiecuje, że z nią porozmawia i jakoś temu zaradzi

nigdy nie zaradził..

gdy wyniki MMPI wykazały jej chorobę psychiczną myślałam, że tata zareaguje wreszcie tak jak powinien
że zaprowadzi ją na terapię
ale gdzie tam
mama powiedziała, że ściemniała odpowiedzi (takie tłumaczenie pacjenta potwierdza diagnozę), a tata uwierzył
bo czemu miałby wierzyć swojej wtedy 21letniej córce studiującej psychologię? pewnie się znowu poprztykały i chce jej coś wkręcić...
nie potrafiłam się przebić ponad nich, nie potrafiłam przekonać swoimi argumentami
bo przecież co by ludzie pomyśleli, gdyby trzeba było wybrać się w naszym małym 100tysięcznym mieście do psychologa? gdyby coś się wydało.. gdyby rzeczywiście była chora i znajomi.. rodzina by się dowiedzieli? 
przecież to wstyd pójść do psychologa

a jednak napawa ich dumą, że ja to studiuję...
o ironio

1 komentarz:

  1. Witam, bardzo odważny wpis. Będzie ich więcej... ? Mam nadzieję! Sama baaaardzo interesuję się psychologią, tak dla siebie - ponieważ uważam, że większa świadomość pewnych spraw ułatwia życie. ale tak jak piszesz - czasem o czymś wiemy, coś widzimy (podobieństwo do zachowań mamy) i nie potrafimy tak łatwo i szybko temu zaradzić. Wierzę jednak, że im więcej o tym wprost mówimy (lub piszemy) tym bardziej to wszystko oswajamy i mamy nad tym władzę :)

    Powodzenia kochana!!!

    OdpowiedzUsuń